Blogi Teologii Politycznej

Książki na wakacje – „Feblik”
Katarzyna Górska-Fingas 12 miesiące temu


Odchodzące wakacje pozwoli zatrzymać choć na chwilę „Feblik” Małgorzaty Musierowicz, którego akcja rozgrywa się właśnie latem. Jednak Małgorzatę Musierowicz można czytać zawsze. W słotne i dżdżyste dni pewnie podnosi na duchu jeszcze bardziej


Najnowszy, dwudziesty pierwszy już, tom Jeżycjady opowiada nam niejako komplementarną historię wobec tej przedstawionej we „Wnuczce do orzechów”, czyli poprzedniej powieści. Tam na pierwszym planie znajdowali się maturzyści Dorota i Józinek, tu z kolei dowiadujemy się, dokąd pojechał towarzyszący im student historii sztuki, Ignacy Grzegorz, i kogo w tej podróży spotkał. Czytelnikom Jeżycjady większość postaci będzie doskonale znana – powracają tu wszystkie pokolenia rodziny Borejków oraz niektórzy ich znajomi. Jednak nawet jeśli ktoś zechce sięgnąć po powieść, nie znając całej sagi, zrozumie bez trudu powiązania między bohaterami i zwroty akcji.

Małgorzata Musierowicz jest w świetnej formie i widać, że cieszyło ją opisywanie losów nadwrażliwego Ingasia. Mogła przy tej okazji wpleść nieco erudycyjnych elementów do narracji, co jest stałym znakiem rozpoznawczym Jeżycjady. W „Febliku” główni bohaterowie między innymi zwiedzają drewniane kościoły Wielkopolski, co daje asumpt do opowieści o takich ludziach jak choćby hrabia Cieszkowski.

Adresatem powieści Musierowicz są, jak twierdzi sama autorka, dorastające dziewczęta. Rzeczywistymi odbiorcami tych powieści są, jak twierdzę ja, dziewczęta w każdym wieku, także te, które zaczęły czytać poznańską sagę w latach siedemdziesiątych i wciąż są ciekawe, co słychać u Borejków. Sama natrafiłam na Jeżycjadę dopiero po studiach, a mimo to czerpałam wielką przyjemność z lektury. Dodatkowym aututem był fakt, że mając już pewną wiedzę historyczną i bagaż kulturowy, mogłam docenić ezopowy język autorki w tomach wydanych przed 1989 rokiem – dyskretne aluzje do czasów, w których przyszło rodzinie Borejków żyć. Nie bez przyczyny na przykład uznaje się obecnie „Opium w rosole” za jeden z lepszych opisów stanu wojennego w polskiej literaturze popularnej (książka znalazła się też na liście lektur szkolnych), a naukowe opracowanie o Jeżycjadzie redagował sam Przemysław Dakowicz.

Wreszcie wielką przyjemnością jest obcowanie z Borejkami. Chciałoby się zawołać: wreszcie normalna rodzina! Z mamą, tatą, dziećmi, chodząca do kościoła – teoretycznie zwyczajna polska średnia. Tylko dlaczego to, co tak powszechne wokół nas, tak rzadko znajduje odzwierciedlenie we współczesnej literaturze? Może wychodzi ona z Tołstojowskiego założenia, że wszystkie szczęśliwe rodziny są do siebie podobne? Polska powieść współczesna pełna jest outsiderów, dziwaków, odmieńców, za to bardzo niechętnie przechadza się jak zwierciadło po gościńcu, żeby zacytować innego wielkiego pisarza. Dlatego między innymi, jak sądzę, czytelnicy tak chętnie wracają do Musierowicz. Bo mało kto tak pisze... I wiem, że to Musierowicz to nie Stendhal, ale też trzeba przyznać, że w kategorii powieści popularnych autorka bije na głowę dzisiejszych autorów bestsellerów warsztatem i piękną polszczyzną.

Radość ze spotkania z Borejkami bynajmniej nie zasadza się tylko na ich miłym tradycjonalizmie. Krzywdą byłoby poprzestać na takiej konstatacji. Rodzina ta stanowi zbiór barwnych i niebanalnych osobowości, a cztery siostry w jednym domu to wręcz koło zamachowe wszelkich sytuacji komicznych. Przytrafiające się im i ich dzieciom oraz przyjaciołom perypetie próbują przezwyciężyć z godnością i z podniesionym czołem, a przede wszystkim z uczciwością i humorem.

Jest Jeżycjada wreszcie pokoleniową historią polskiej inteligencji powojennej. Kroniką tych (wcale przecież licznych!) inteligentów, którzy nie dali się wciągnąć w służbę nowej władzy, którzy starali się uczciwie wykonywać swoją pracę, dobrze wychowywać dzieci, nie zatracać wrażliwości na bliźniego mimo własnego niedostatku. Tomy Jeżycjady wydane za komunizmu są właściwie fabularyzowaną wersją tego, o czym pisze w swojej najnowszej książce „My, reakcja” Piotr Semka. Ukazuje on, jak ważne dla zachowania tożsamości po wojnie – obok oporu zbrojnego podziemia – było po prostu wychowanie w domu, wzorce prawości przekazywane przez własną postawę – ta cała cicha praca organiczna, która w niegodnym systemie pozwalała jednostkom zachować godność. Podobnie jak w jednym z moich ulubionych cytatów, czyli słowach Jakuba Karpińskiego: „pod władzą PRL żyli ludzie i to, co robili, było ich życiem, a nie PRL”.

Mój osobisty sentyment do Jeżycjady jest też związany z podobieństwami, jakie odnajduję między mamą i tatą Borejkami a moimi Rodzicami. Atmosfera domu z poznańskich Jeżyc przywodzi mi na myśl mój dom rodzinny z warszawskiego Mokotowa: z Tatą – erudytą i marzycielem, podobnie jak Ignacy Borejko, oraz z Mamą – osobą równie oczytaną, a do tego praktyczną i stanowczą tak jak Melania Borejko. Zarówno moi Rodzice, jak i państwo Borejkowie w niepojęty sposób uzupełniają się doskonale, tworząc wspólnie miejsce, do którego chce się wracać: dobry, ciepły dom, gdzie każdy znajduje pomoc, schronienie oraz dobrą radę. I podobnie chce się wracać do Jeżycjady, nawet po latach.

Kluczem do zrozumienia Jeżycjady są poniższe słowa Gabrysi, najstarszej Borejkówny i – przynajmniej tutaj, jak sądzę – porte-parole autorki. Co ważne, nie jest to pochwała niedojrzałości, lecz wezwanie do zachowania młodzieńczej energii i otwartego serca. W powieści „Noelka” trzydziestoletnia Gabrysia mówi do zaprzyjaźnionej nastoletniej dziewczyny: „Ja wiem, że to nieprawdopodobne, ale naprawdę w środku wciąż mam tylko siedemnaście lat. Wiesz, czasem patrzę w lustro i nie mogę się nadziwić, że tak mi się ten… kostium marszczy pod oczami!”.

Katarzyna Górska-Fingas

Katarzyna Górska-Fingas
IMG20140628180104.jpg

Absolwentka Wydziału Polonistyki UW. Pracuje w Ambasadzie Belgii. Współpracuje z Teologią Polityczną.

Copyright © 2003-2017 Teologia Polityczna