Blogi Teologii Politycznej

Polska Jane Austen


Nie jest to rzecz błaha – dobrze wyjść za mąż. Tę decyzję podejmuje się raz w życiu i zaważy ona na wszystkich następnych, więc to bardzo poważny temat, którego absolutnie nie należy do zbywać pobłażliwym uśmiechem

Emma z Jeleńskich Dmochowska – nazwisko, które mało komu coś mówi. Ja sama trafiłam na nią przypadkiem. A jednak to postać warta uwagi, bo stanowi klasyczną ilustrację powiedzenia: „Cudze chwalicie, swego nie znacie”. Zapomnienie, na jakie została skazana ta niezwykle popularna niegdyś autorka, to oczywiście „zasługa” cenzury PRL-owskiej, która w 1951 roku wycofała z bibliotek wszystkie jej książki, a wznowień zabroniła. Dziś jej powieści, wydane ponownie w latach dziewięćdziesiątych, można na szczęście dostać w bibliotekach i na aukcjach internetowych. Dmochowska jest obecnie postacią  anonimową, nigdy nie słyszałam jej nazwiska w ciągu pięciu lat studiów polonistycznych. Także na wizerunek kobiety w jej twórczości nikt chyba nie zwrócił uwagi. A wielka szkoda.

Autorka, urodzona w rodzinie szlacheckiej w 1864 roku, związana była z Kresami, prowadziła tam działalność oświatową i to, co dzisiaj nazywa się z europejska aktywizacją kobiet. Była także pisarką. Czyli prawdziwą polską kobietą czynu przełomu wieków – z pokolenia, które zbudowało wolną Polskę po 123 latach jej nieistnienia. Dmochowska to osoba, której całe życie było odpowiedzią, dlaczego od razu w 1918 roku kobiety w Polsce uzyskały prawo wyborcze. Wywalczyły to ciężką pracą przy utrzymaniu majątków po powstaniu styczniowym, później autentycznymi zasługami w konspiracji POW, a nade wszystko codziennym zmaganiem się z naciskiem obcej kultury zaborców, choćby w wychowaniu dzieci.

W swoich powieściach Dmochowska przedstawia takie właśnie kobiety – postawione przed zadaniami przerastającymi nieraz nawet mężczyzn i muszące im sprostać. Tytułowe porównanie jej do Jane Austen jest może nieco niesprawiedliwe dla obu autorek, bo każda z nich portretowała po prostu swoje czasy i nie można mieć za złe jednej, że brakuje w jej powieściach elementów obecnych w twórczości tej drugiej i na odwrót. Obie panie dzieli też duży dystans czasowy – ponad sto lat, przez które zmieniła się nie tylko epoka, ale i pozycja kobiety w społeczeństwie.

Porównanie do Jane Austen ma jednak na celu co innego. Pisarka ta, zupełnie zresztą zasłużenie, cieszy się ogromną i niesłabnącą popularnością, także w Polsce. Ekranizacje jej książek powstają co kilka lat. Zachwyca do dziś głębia obserwacji Austen i prawdziwość psychologiczna bohaterów, delikatny brytyjski humor, nigdy nie przesadzony, oraz wyrozumiałość mimo wskazywania ludzkich wad i słabości. Takie cieniowanie piórkiem jest jednak poniekąd przywilejem dostępnym w czasach pokoju, kiedy wojna jest toczona gdzieś daleko, a jedynym jej echem – z punktu widzenia kobiet – są przystojni marynarze wracający do domu po zwycięstwie czy wesoły regiment stacjonujący w okolicy, dzięki czemu można oczekiwać więcej ciekawych kawalerów na balach w danym sezonie. Na ziemiach polskich w czasach Dmochowskiej trwa „najdłuższa wojna nowoczesnej Europy”, wojna kulturowa z rusyfikacją (a gdzie indziej germanizacją), której końca nie widać.

Z tych to właśnie przyczyn stawka, o jaką toczy się gra w życiu bohaterek obu pisarek, jest zasadniczo inna. Głównym zmartwieniem panien przestawianych przez Austen jest dobre zamążpójście. Trzeba tu oddać sprawiedliwość autorce, że dobre oznacza u niej to, co jest rzeczywiście zgodne z klasycznie pojmowanym dobrem, a nie zwyczajnie intratne. Nie jest to również rzecz błaha – dobrze wyjść za mąż. Tę decyzję podejmuje się raz w życiu i zaważy ona na wszystkich następnych, więc to bardzo poważny temat, którego absolutnie nie należy do zbywać pobłażliwym uśmiechem. Jane Austen, choć niezwykle racjonalna, była zresztą przeciwniczką małżeństw bez miłości, z tak zwanego rozsądku. Sama odrzuciła podobną propozycję małżeństwa i jej bohaterki również nie decydują się na taki krok. A jeśli już któraś drugoplanowa postać tak robi (np. Charlotte w Dumie i uprzedzeniu lub Charles w Perswazjach), to jest wyraźnie pokazane, że podobna decyzja zostaje potem okupiona wielką wewnętrzną samotnością wrażliwszego małżonka.

Na tym jednak cele życiowe bohaterek Austen się kończą. Dobrze wyjść za mąż, a następnie być dobrą żoną i matką – to ideał życia kobiety. I znowu – nie można mu nic zarzucić. Czyż rzeczywiście nie są to najważniejsze cele, jakim można się oddać? Jednak i  tu jest pewne „ale”. Na taki luksus mogą sobie pozwolić spokojne, wolne społeczeństwa jak Anglia w XVIII wieku. W czasach Dmochowskiej, choć każda kobieta niewątpliwie marzyła o tym, co bohaterki Austen, zadań było nieskończenie więcej. I dlatego uważam, że Dmochowska daje dużo pełniejszy obraz kobiety, zwłaszcza kobiety w Polsce, niż angielska pisarka, której właściwie każda powieść rozgrywa się wokół zamążpójścia. I mówię to jako wielka miłośniczka Austen. Dmochowska pokazuje bowiem kobiety postawione wobec dużo liczniejszych wyzwań, wśród których ślub okazuje się wcale nie najważniejszy.

Najlepsza powieść Dmochowskiej to Dwór w Haliniszkach (1903), rozgrywająca się na Kresach historia o młodej panienki Zosi, która marzy o podźwignięciu z ruiny Białego Dworu sąsiadującego z posesją, na której się wychowała. W tle jest jej starsza siostra, pragnąca założyć w Rzymie klasztor, oraz egzaltowana matka, która chce Zosię wydać za mąż bez miłości, żeby na ów klasztor zdobyć fundusze. Akcja rozgrywa się równolegle w trzech miejscach: na kresowym dworze, zarządzanym twardą, ale sprawiedliwą i troskliwą ręką przez babcię (znowu ważna kobieta!), w Wilnie i w Rzymie. Każde z tych miejsc jest przedstawione wiernie, nie tylko pod względem architektury, ale też ludzi tam żyjących. Zwłaszcza poruszający jest autentyczny opis mszy papieskiej starutkiego już wówczas Leona XIII (autora słynnej encykliki Rerum novarum) w Bazylice Świętego Piotra – zachowanie wiernych, ogólny nastrój – wszystko to widziane oczami młodej i niezepsutej kresowej dziewczyny stanowi w powieści odrębną wartość samą w sobie.

Nie chcę zdradzać szczegółów akcji, ale mogę powiedzieć, że Zosia stanie przed wieloma wyborami: między wolą matki a własną, między lojalnością wobec rodzimej ziemi a zobowiązaniami w Rzymie, między religijnym szantażem części bliskich a swoimi przekonaniami, a w końcu między dwoma mężczyznami.  Młoda bohaterka, zmierzając się z wyzwaniami losu, dojrzewa i uczy się odróżniać pozory od prawdziwych wartości. To Bildungsroman, zwany w kraju Jane Austen coming-out-of-age-story, którego bohaterką jest kobieta (czyli rzadszy wariant, bo na kartach literatury dojrzewali głównie mężczyźni, z Hansem Castorpem na czele). Zosia na drodze gorzkich doświadczeń zdobywa mądrość życiową.

Książki Dmochowskiej są właśnie bardziej gorzkie niż książki Austen, może dlatego że są bliższe trudnemu polskiemu życiu na przełomie XIX i XX wieku na Kresach (a może dlatego że są po prostu bliższe życiu…). Powieści takie jak Dwór w Haliniszkach czy Panienka (niech nikogo nie zwiedzie milutki tytuł!) opisują kobiety, które są samodzielne nie dlatego, że nabiły sobie głowę nowoczesnymi ideami, tylko dlatego że nie ma nikogo, kto by je w tej samodzielności wyręczył. Które muszą stoczyć swoją walkę życia same. Marta Kwaśnicka pisała o „Słodkiej Jane”. Dmochowska to „Gorzka Jane”, nie wszystkie jej powieści kończą się współcześnie pojmowanym happy endem. Jeśli jednak ktoś chce się dowiedzieć, jak się rodziła współczesna polska kobieta, to  odpowiedź znajdzie właśnie u kresowej szlachcianki, a nie u angielskiej córki pastora.  

 

Przeczytaj także

Katarzyna Górska-Fingas
IMG20140628180104.jpg

Absolwentka Wydziału Polonistyki UW. Pracuje w Ambasadzie Belgii. Współpracuje z Teologią Polityczną.

Copyright © 2003-2017 Teologia Polityczna