| Nieustraszeni pogromcy systemu - tekst Marka Cichockiego |
|
|
Tekst Dariusza Gawina o utraconej przez Polaków „pod Połtawą 1709 roku” politycznej podmiotowości znalazł nieoczekiwanie uzupełnienie w opublikowanym tydzień później manifeście Andrzeja Horubały i Wojceicha Klaty „System 09. Zapiski o skandalu”. Oba stanowiska, pokazujące skrajnie odmienne postawy, znajdą Państwo w styczniowych numerach Plusa i Minusa. Lektura godna polecenia, bo uzmysławia problem, przed którym stanęliśmy.
tekst Dariusza Gawina "Przekleństwo 1709 roku" Michał Łuczewski, "Zabiliśmy Mesjasza", Plus-Minus, 7-8 lutego 2009
Według Gawina podstawowym problemem współczesnych Polaków jest utrata polityczności jako podstawowej formy bycia w świecie i budowania nowoczesnej polskiej kultury oraz cywilizacji. W tym ujęciu odzyskanie politycznej podmiotowości przedstawia się jako najważniejsze zadanie, pozwalające przełamać fatalizm „polskiego losu”, który prześladuje naszą wspólnotę od początków XVIII wieku po chwilę obecną. Fatalizm ten – z wyjątkiem krótkiego epizodu II Rzeczypospolitej – sprawiał, że przez ostatnie trzysta lat Polacy budowali swój wspólny byt wszędzie tylko nie w obszarze polityczności. Polskość wyrażała się przez kulturę, religię, rodzinę, życie społeczne lub gospodarcze, ale nie mogła zapuścić korzeni jako podmiot polityczny. Tego ograniczenia nie zdołała przełamać III RP, a wręcz stworzyła nowe, dodatkowe: „konieczność” reglamentacji i schłodzenia demokratycznej dynamiki, oligarchiczny mechanizm wykluczenia, czy pseudoeuropejską ideologię redukcji własnych politycznych ambicji dla dobra integracji Polski z UE. Dlatego wraz z odzyskaniem formalnych warunków suwerenności w 1989 roku mogliśmy obserwować u nas paradoksalne zjawisko kurczenia się obszaru polityczności trwające aż do 2004 roku. Wydarzenia 2005 roku otworzyły nowe możliwości, które doprowadziły nas do obecnej sytuacji, odbieranej jako daleko niezadowalającej.
Inaczej problem przedstawia się z tej drugiej, antysystemowej perspektywy. Jest ona z ducha anarchistyczna i nie ma znaczenia, czy okazjonalnie przybiera skrajnie lewicowe, konserwatywne lub katolickie stroje. Jest po prostu walką z systemową Hydrą, której odrastają wciąż nowe głowy – raz jest to głowa Michnika, Kwaśniewskiego i Millera, innym razem braci Kaczyńskich i Tuska. Jedynym wyróżnikiem pozasystemowości – a więc prawdziwego świata, który broni się przed deformacją wszechogarniającego Matrixu – jest u Horubały Jan Paweł II jako Mesjasz oraz jakieś wydestylowane elementy mitycznej pierwszej Solidarności. Wydaje się, że manifest Horubały jest niczym innym, jak powrotem do takiego właśnie sposobu myślenia i działania, który charakteryzował kiedyś Brulion a później Pampersów. Skazuje nas ono na powtarzania naszego polskiego przekleństwa – na działania bez polityki i wbrew polityce, koncentrując całą uwagę wokół jednego bojowego hasła: System 09 jest skandalem! To ograniczenie jedynie do chwili obecnej, do roku 2009 jest jednak całkiem niepotrzebne. Lepiej byłoby więc powiedzieć wprost: z tej perspektywy KAŻDY system jest skandalem! Albo jeszcze lepiej: Polska jako wieczny system, który jest skandalem!
Dlaczego dzisiejsza Polska miałaby znów być systemem? Czy naprawdę nic się istotnego nie stało? I dlaczego ten system miałby być skandalem?
Budowanie politycznej podmiotowości wymaga afirmacji. Walka z systemem żywi się resentymentem i jest beznadziejnie deterministyczna. Dlatego spośród tak zarysowanych dwóch postaw, zdecydowanie bliższa jest mi ta pierwsza. I jeśli w oczach nieustraszonych pogromców systemu taka deklaracja miałaby równać się z uznaniem za przynależność do systemu, to niechaj tak będzie. Tak wolę myśleć, jak zreformować polski MSZ, aby nasz kraj wypracował własną, nowoczesną dyplomację lub zawalczyć o „pierwiastek” w Radzie Unii Europejskiej i polec niż żyć na wiecznej kontrze do jakiegoś Matrixu.
Po trzystu latach wariactwa Polacy potrzebują dzisiaj nie antysystemowego rewolucyjnego mesjanizmu (czy to w wersji lewicowej czy katolickiej) ani ultra-moralistyki rodem z katakumb, ale cierpliwej politycznej paidei i politycznego virtu. Marek Cichocki |