
Ptaki z parku Kasprowicza - ich rozpostarte nad domami mieszkańców skrzydła trzepoczą w bezruchu. Już prawie odleciały – owo „prawie” zaklęte na wieki w stali i brązie
Przechadzając się ulicami prowincjonalnych miast, nierzadko spotkać można na swej drodze wiele ciekawych miejsc i związanych z nimi historii. Niektóre owiane aurą miejscowych legend i plotek, inne, jakby zupełnie zapomniane, bezwiednie mijane. Są w topografii każdego miasta takie miejsca i rzeczy – ulice, parki, pomniki, rzeźby, czy budynki – które dobrze znamy, bo przechodzimy obok nich co dzień. Niewiele jednak wiemy o tym jak i dlaczego powstały, kto był ich projektantem, wykonawcą, w jakich latach i okolicznościach zostały wzniesione.Nie znamy też ich tajemnicy, ukrywanej od wieków lub dekad pod płaszczem wyglądu, rozmiaru, lokalizacji, estetyki. A często są to treści niebanalne. O nas, jako mieszkańcach miast, naszych rodzicach i dziadkach, czasem po prostu o człowieku. „Ogniste Ptaki” projektu Władysława Hasiora ustawione na skarpie parku Kasprowicza w Szczecinie kryją w sobie wiele takich tajemnic.
W ciepłe, lipcowe popołudnia mieszkańcy miasta chętnie wybierają się na spacer w okolice Teatru Letniego, mając okazję mijać kolorową rzeźbę projektu Hasiora. Wykonana ze stali, nasycona żywymi barwami, ustawiona na porośniętym trawą pagórku efektownie komponuje się z pobliskimi drzewami i stawem. Zielona okolica wydaje się jakby specjalnie przeznaczona do eksponowania instalacji. Nie jest to jednak jej pierwotna lokalizacja. Niektórzy Szczecinianie pamiętają jeszcze metalowe skrawki „Ptaków” przy placu Zgody. Rzeczywiście, zanim „Ogniste Ptaki” trafiły na wzgórze w parku, musiały odbyć długą wędrówkę.

Wykonana w 1975 roku rzeźba pierwszy raz została zaprezentowana podczas wystawy plenerowej przy Zamku Książąt Pomorskich towarzyszącej Festiwalowi Polskiego Malarstwa Współczesnego. W trakcie happeningu inaugurującego wystawę, autor osobiście podkładał ogień pod materiał palny rzeźby. Stąd jej nazwa – „Ogniste Ptaki”. Po pięciu latach, w związku z przebudową Trasy Zamkowej, „Ptaki” zostały przeniesione z podzamcza na plac Przyjaźni Polsko-Radzieckiej (wspominany, dzisiejszy Plac Zgody). Dotychczas bezbarwną, blaszaną konstrukcję autor pomalował wówczas intensywnymi kolorami. Ożywiała szary plac przez blisko dziesięć lat. Jednak z powodu rozpoczęcia budowy kamienicy, zdemontowano ją i złożono do magazynu. Już nigdy nie wróciła na plac, choć plany budowy przewidywały dla niej miejsce – czego śladem jest do dziś stojąca pusta rampa między kamienicą a kwiaciarnią. Pierwsze lata po zmianie ustroju „Ptaki” spędziły w magazynach. Dopiero w 1994 roku, po pracach konserwatorskich, trafiły na polanę obok Teatru Letniego. Od tego czasu do dziś stoją tu dumnie na betonowej platformie, ustawione w rządku dziobami ku słońcu. W czasie tych przeszło piętnastu lat niektóre elementy ulegały zniszczeniu przez pogodę lub działania wandali, dlatego w 2005 roku podjęto się ich odrestaurowania według autorskiego projektu prof. Korżanowskiego. Na tej podstawie zrekonstruowano aż osiem ptaków i całość odmalowano. Instalacja, którą możemy dziś oglądać jest więc efektem licznych renowacji, napraw i nowej polichromii.
Ptaki przymocowane do betonowego podłoża, stojąc jedne za drugimi, wyglądają jakby gotowały się do lotu. Dumnie i naturalnie, bez paniki i pośpiechu. Szykują się nie wyczuwając jeszcze, że nigdzie nie polecą. Smutny to nieco widok, bo nie podejrzewając niemocy, jaka może je za chwilę zaskoczyć, stroją się w piórka, otrzepują z porannej rosy, przecierają zaspane oczy. Są piękne i cudaczne, barwne i dziwaczne, jakby powycinane z kolorowego papieru. Każdy z ptaków ma przy sobie, na sobie, pod sobą małe i duże koła. Nie wiadomo dlaczego. Może przeczuwają, że skrzydła im nie wystarczą i na wszelki wypadek, mają też ze sobą inny środek transportu?
Hasior posiadał swoistą obsesję na punkcie „niepełnosprawnych ptaków”, wszędzie występujących na kołach, jakby na wózkach inwalidzkich. Co chciał zamanifestować? Niemoc tamtych lat połączoną z niebezpieczną, ognistą pasją życia? Podobno fascynował się ogniem. Dawał temu wyraz nie tylko przy okazji performance'u „Ognistych Ptaków”, ale w wielu innych dziełach, jak „Płonąca Pieta” (Kopenhaga, 1972), czy koszalińskich „Płomiennych Ptakach” (1977, przerobionych w 1980 na „Tym, co walczyli o wolność Pomorza”). Sam nigdy nie zdradził czego wyrazem mogłyby być „Ptaki”, nie licząc dość banalnego przykazu - w istocie dostosowanego do warunków technicznych rzeźby - by przy restauracji podatnego na warunki klimatyczne materiału, malować „we wszystkich kolorach świata”.
Zabieg usytuowania stalowych konstrukcji w otoczeniu zielonych parków i lasów, czego przepięknym przykładem jest szczecińska rzeźba, często powtarza się w plenerowych dziełach Hasiora, dając niezwykły efekt estetyczny. Powyginane kształty metalowych strzępków do dziś są miłą niespodzianką na turystycznych trasach, czy w miejskich enklawach odpoczynku. Czasem też spotkać je można na tle betonowych budynków, tak jak w Koszalinie, gdzie stoją smutne, kalekie, choć wciąż kolorowe.
Szczecińskie „Ogniste Ptaki” cieszą się jednak szczególnym usytuowaniem, dzięki któremu rzeźba nie tylko wywołuje ciekawy efekt wizualny, ale zyskuje oryginalne znaczenie. Niedaleko bowiem, bo około 200 metrów dalej, na stalowej kolumnie stoją inne, majestatyczne ptaki, których rozpostarte skrzydła również przygotowują się do wylotu. Jest to „Pomnik Trzech Orłów” (in. „Pomnik Czynu Polaków”). Postawiony niemal w tym samym czasie, bo w 1979 roku, został zaprojektowany przez znanego warszawskiego artystę-rzeźbiarza Gustawa Zemłę. Odsłonięty w tym samym roku staraniami lokalnych władz, miał upamiętniać 35 rocznicę zakończenia II wojny światowej. Monument z brązu prezentuje zupełnie odmienną od „Ognistych Ptaków” estetykę. Nie są to już surrealistyczne, finezyjnie podoczepiane do siebie wycinanki ze stali. Orły to grubo ciosane, jednobarwne, ciemne i masywne figury o iście greckich formach. 
Różna estetyka pociąga za sobą również inne założenia co do przesłania dzieła. W odróżnieniu od „Ognistych Ptaków”, w koncepcji „ Trzech Orłów” sformułowano jasny i wzniosły przekaz jaki pomnik ma komunikować. Częściowo wiąże się to z odmienną kwalifikacją dzieł – pierwsze jest plenerową kompozycją rzeźbiarską, drugie pomnikiem. Ten ze swej istoty ma coś upamiętniać, stawia się go za czyny, na chwałę. „Pomnik czynu Polaków” miał wyrażać pewne status quo ziemi szczecińskiej. Sam Hasior również realizował pomniki, jak choćby "Poległym w walce o utrwalenie władzy ludowej na Podhalu" (inaczej "Żelazne Organy", przełęcz Snozka 1966), czy „Rozstrzelanym partyzantom” (Kuźnice 1964). Jednak „Ogniste Ptaki”, w przeciwieństwie do „Orłów”, nie miały być nośnikiem patetycznych znaczeń.
Pomnik projektu Zemły to hołd oddany trzem grupom Polaków, którzy przyczynili się do świetności Szczecina. Trzy Orły symbolizują kolejno szczecińską Polonię XIX i XX wieku zamieszkałą teren ówczesnych Niemiec, pionierów powojennego Szczecina i wreszcie, pokolenie ludzi lat 70tych, rozbudowujących miasto właśnie wtedy, gdy projektowano i stawiano rzeźbę. Jest to więc niemy znak rzesz ówczesnych mieszkańców miasta, którzy ze szczerych chęci, wzniosłych ideałów, zwykłej ambicji, czy pragnienia kariery, buntu, konformizmu lub okoliczności codziennego życia – wznosili z gruzów wojny miasto. Jeszcze nie swoje własne, nie wiadomo czy już polskie, nowe, nieznane, pełne ich oczekiwań. Z patriotycznych konotacji rzeźby do dziś pozostało w pamięci szczecinian niewiele. Ostał się raczej ogólny sens, który jest przypisywany pomnikowi na podstawie mglistych informacji ze szkoły podstawowej. Pierwszy z orłów, ten osadzony najniżej, ma symbolizować najstarsze pokolenie, drugi dorosłych, a trzeci młodych, którzy posiadają największe możliwości i właśnie „wzlatują w przestworza”. To uniwersalne tłumaczenie jest o tyle piękne i proste, co niezupełnie trafiające w intencje ówczesnych projektantów i decydentów.
Obie rzeźby z parku Kasprowicza powstały niemal równolegle, „Ptaki” w 1975, „Orły” w 1979 roku. Ich autorzy znali się, tworzyli w tych samych czasach, cieszyli się podobną sławą, a także uznaniem ze strony ówczesnej władzy. Choć pewnie żaden z nich nie przewidywał, że oba dzieła znajdą się w tak bliskim położeniu, ich wzajemne oddziaływanie, swoista rywalizacja trwała już wtedy. A prowincjonalne miasto świeżej jeszcze Polski stało się areną tego cichego sporu o styl, formę i wyraz.
Obaj artyści owładnięci byli pasją. Tak jak Hasior na punkcie ognia, tak Zemła miał obsesję na punkcie orłów – czego przykładem, obok szczecińskiego pomnika, jest ten poświęcony trzem Powstaniom Śląskim (który nota bene Hasior ostro skrytykował). Jednak ostatecznie, „Pomnik Czynu Polaków” wystawiony został przez władzę. Ona dawała go społeczeństwu w darze. Jest więc to głos władzy. Głos mocny, przenikliwy, z jasno zdefiniowanym przesłaniem, rzutkimi hasłami. „Ogniste Ptaki” są głosem indywidualnego artysty, wyrażającego swoje niejasne intuicje o człowieku. Wyrażają bowiem „Ptaki” pewien uniwersalny sens – nasza ziemska dola to kolorowe i dziwaczne stanie w kolejce do lotu. Lot zaczyna się dopiero tam, po drugiej stronie życia.
Wspólnie rozpatrywane, rzeźby mogą być metaforą dwóch różnych postaw w społeczeństwie PRL. Pierwsi ludzie, jak Orły, szarzy, przyciosani do wzniosłej idei, z wyrazistym przesłaniem na ustach, dumnie rozpostartymi skrzydłami. Drudzy, trochę jak hasiorowe wróble, jaskółki, zięby - kolorowi, dziwaczni, niespokojnie patrzący przed siebie. Bo kierunki w jakich spoglądają ptaki z parku Kasprowicza są również odmienne. Władcy przestworzy z pierwszego postumentu, patrzą w górę, chcą sięgnąć nieba - być może jak budowniczy wieży Babel. Te Ogniste natomiast, kierują wzrok w dal, po linii horyzontu, w przyszłość.
W innej interpretacji, „Pomnik Czynu Polaków” wyraża marzenia i dążenia władzy, a konstrukcja Hasiora - kondycję społeczeństwa. Oczywiście, to dość prosty podział. Wielu chciało wzlecieć do gwiazd na skrzydłach komunistycznych haseł, czy to ze szczerych chęci budowy nowego silnego systemu, czy z innych powodów. Nie wszyscy też byli w społeczeństwie kolorowi, niestandardowi, konsekwentnie patrzący w wolną przyszłość.
Rywalizujące ze sobą estetyką, treścią i sposobami wyrazu rzeźby, w nowym kontekście bliskiego sąsiedztwa zyskują wspólny, nierozerwalny sens. To, co chcieli powiedzieć nam kiedyś autorzy, to jedno. To, co mówią nam dziś ustawione obok siebie rzeźby, to drugie. Wczoraj i dziś to nie zawsze pokrywające się głosy. Jednak bez „wczoraj” nie zrozumiemy języka „dziś”.
Ptaki z parku Kasprowicza - ich rozpostarte nad domami mieszkańców skrzydła, odważnie i ochoczo trzepoczą w bezruchu. Już prawie odleciały – owo „prawie” zaklęte na wieki w stali i brązie.
Marta Turkot