Jakub Jałowiczor: Made in Poland

Beztytulu2

„Dwie wielkie idee, ale i dwa wielkie ruchy!” – piszą o solidarności i miłosierdziu autorzy rocznika „Teologia Polityczna”. Czy solidarność i miłosierdzie to najważniejsze polskie wynalazki XX wieku? – pyta Jakub Jałowiczor w tygodniku „Gość Niedzielny”, opisując 10. numerze rocznika „Teologii Politycznej” – „Solidarność i miłosierdzie”.

Oba ruchy od początku były związane z Pol­ską. „Każdy [z tych ruchów] z osobna zasługuje na uwagę i studia. Każdy przykuł uwagę świata, odmienił go, zainspirował do działania i refleksji – porwał nie tylko myślicieli, historyków i uczonych, lecz także miliony zwykłych ludzi” – czytamy w „Teologii Politycznej”. Wie­le jednak je różni. Popularność kultu Bożego Miłosierdzia jest widoczna gołym okiem. Trud­no oczywiście zmierzyć czyjeś nawrócenie, ale można policzyć pielgrzymów odwiedzających sanktuaria od Łagiewnik po ekwadorskie Guayaquil albo sprawdzić, ile osób kupiło „Dzienniczek” w wersji kore­ańskiej lub maltańskiej. Zmie­rzenie tego, jak przyjmowana jest na świecie idea solidarno­ści, jest dużo trudniejsze.

Solidarność, czyli co?

Powstały podczas strajku w Stoczni Gdańskiej ruch bywa przedstawiany jako jedna z politycznych organizacji walczących bez przemocy. Tak jak na przykład ruch Gandhiego w In­diach. To część prawdy, ale przy tym podejściu pomija się właśnie to, co dla autorów „Teolo­gii Politycznej" najważniejsze. Sierpniowe strajki, co zauważa Dariusz Karłowicz, miały w so­bie coś, czego nie znaleźlibyśmy w innych ruchach społecznych.

Dla autorów rocznika Soli­darność była nie tylko zjawi­skiem politycznym, ale i wspól­notą etyczną opartą na idei, któ­rą miała w nazwie

„Idzie o jakąś nutę religijną, wi­doczną nie tylko w gorszącej lewicowych gości Stoczni Gdań­skiej skłonności do religijnego rytuału – do Mszy św., spowiedzi i zbiorowej modlitwy – lecz także o jakieś głębsze założe­nia, które czynią »Solidarność« czymś zarazem arcypolskim i uniwersalnym” – pisze Kar­łowicz.

Dla autorów rocznika Solidarność była nie tylko zjawiskiem politycznym, ale i wspólnotą etyczną opartą na idei, którą miała w nazwie. Koncepcja solidarności jest tu realizacją miłosierdzia w rzeczywistości społecznej. Mówiąc prościej – jest dzieleniem się nędzą, na wzór biblijnej wdowy wrzucającej do skarbony dwa pieniążki. W myśl zasady: daję, bo sam nie mam.

Idea i utopia

Czy ruch, który tak jak sierpniowa Solidarność dzia­łał w sposób polityczny, może być jednocześnie ruchem etycz­nym? Czy w ten sposób nie pró­buje się budować utopii? Przy­kład masowej organizacji wal­czącej pokojowo z władzą oka­zał się zaraźliwy dla krajów ko­munistycznych. W wielu z nich powstawały ruchy wzorujące się, przynajmniej częściowo, na polskiej Solidarności. Do tego samego dziedzictwa odwołu­ją się nieraz współczesne orga­nizacje walczące z niedemokra­tycznymi reżimami w swoich krajach.

Oczywiście w każdym przy­padku idea wygląda lepiej niż jej realizacja. Tak zresztą było i w przypadku polskiego ru­chu. Zresztą końcówka XX w. nie była (i nie zmieniło się to) czasem popularności solidar­nościowych idei. Jak zauważa w „Teologii Politycznej” Chantal Delsol, kultura naszych cza­sów robi wszystko, żeby ludzie wzajemnie się nie potrzebowali. Człowiek jest skoncentrowany na sobie i swoich potrzebach, które zaspokaja sam. Nie ina­czej było w Polsce w okresie transformacji. Triumfowały wówczas idee odwołujące się do indywidualizmu. Nietypo­wym wyjątkiem od tej reguły jest obyczaj przepraszania za winy przodków. Podczas gdy wina może być zbiorowa – pisze francuska autorka – przebacze­nie jest sprawą indywidualną. Jeśli zatem potomek koloniza­torów przeprasza potomków Indian, to mamy do czynienia ze swoistą solidarnością mię­dzypokoleniową.

Mieszkam w Polsce

„Jeśliby Bóg dotknął kraj nasz największymi karami, to byłoby to jeszcze Jego wielkie miłosierdzie, bo by nas mógł ukarać wiecznym zniszczeniem za tak wielkie występki” – pisała w swoim „Dziennicz­ku” św. s. Faustyna. To jeden z 16 fragmentów jej zapisków odnoszących się bezpośrednio do Polski.

Stanowią one mniej niż 1 proc. objętości „Dzien­niczka”, ale konkretnie mówią o sytuacji naszego kraju. Jak podkreśla ks. Jacek Grzybow­ski, święta z Głogowca „nie jest apolityczna”. „Siostra Faustyna pozostaje żywo obecna w trzech ważnych dla Greków wspól­notach politycznych: oikos (dom zamieszkania), ecclesia (zgro­madzenie, wspólnota religijna) i polis (wspólnota polityczna – miasto-państwo)” – pisze autor. Przypomina też, że „Dzienni­czek”, włącznie z przytoczony­mi w nim słowami Chrystusa, jest napisany po polsku, co sprawia, że poza Polakami mało kto jest w stanie przeczytać go w oryginale. Zatem Sekretar­ka Bożego Miłosierdzia, choć doświadcza mistycznych wizji, które są ponad to, co można po ludzku wyrazić, sama nie jest ponad swój naród. Przesłanie miłosierdzia jest jednocześnie uniwersalne i osadzone w kon­kretnych realiach.

Zasłużeni Polacy?

Związki idei solidarności i kultu Miłosierdzia Bożego z Polską są oczywiste. Jedno­cześnie przejawem pychy by­łoby twierdzenie, że ich po­pularność jest naszą zasługą. Solidarność początkowo nie była nawet ideą katolicką. Jak pisze o. Jacek Salij, do XIX w. było to pojęcie prawnicze, od­noszące się do podziału zadłu­żenia. „W dyskursie moralnym po wyraz »solidarność« sięgnęli dopiero francuscy zwolennicy dechrystianizowania i laicyzowania tradycyjnych pojęć na temat miłości” – zauważa o. Salij. Według nich solidarność miała być czymś lepszym od chrześci­jańskiej miłości. Dlaczego? Bo w chrześcijaństwie miłość trze­ba dzielić między Boga i bliźnie­go, a w ten sposób marnuje się energię moralną. Natomiast solidarność odnosi się tylko do ludzi. Z tego powodu jesz­cze w latach 30. zeszłego wie­ku francuski „Słownik teologii katolickiej” krytykował soli­darność jako ideę, która „nie może nieść skutecznie prawdzi­wego dobra”, bo nie odnosi się do wieczności. Jednak w kato­lickiej filozofii od czasów św. Tomasza z Akwinu znane było pojęcie sprawiedliwości spo­łecznej. Od pewnego czasu nazywa się je solidarnością – i tak idea, która miała być antychrześcijańska, została schrystianizowana.

Może dostali­śmy św. Faustynę i „Dzienni­czek” nie dlatego, że najbardziej zasłużyliśmy na Boże miłosier­dzie, ale dlatego, że bardzo go potrzebujemy?

Z kolei miłosierdzie nie może być polskim wynalaz­kiem choćby dlatego, że w ogóle nie jest wynalazkiem ludzi, ale czymś, co ludzie – w tym Po­lacy – dostali. Warto zresztą pamiętać, że choć chętnie wspo­minamy fragment, w którym Jezus obiecuje „wywyższyć Polskę w potędze i świętości”, to jednak „Dzienniczek” nie opisuje Polaków jako narodu, który na Boże miłosierdzie za­służył sobie ciężką pracą. W za­piskach św. Faustyny Polacy nie są chwaleni, ale wzywani do nawrócenia. Także rozwój kultu Miłosierdzia, choć doko­nany rękami Polaków, nie był przez nich zaplanowany. Ob­razki Jezusa Miłosiernego tra­fiły tam, gdzie jechali zesłańcy i żołnierze tułacze. Nikt też nie planował tego, że kilka miesię­cy po zniesieniu zakazu kultu opisanego przez s. Faustynę (zakaz obowiązywał przez prawie 20 lat) polski biskup czczą­cy Boże Miłosierdzie zostanie papieżem. Kult Miłosierdzia – podobnie jak idea solidarności – rodził się w cierpieniu i upo­korzeniu. Może zatem dostali­śmy św. Faustynę i „Dzienni­czek” nie dlatego, że najbardziej zasłużyliśmy na Boże miłosier­dzie, ale dlatego, że bardzo go potrzebujemy?

Jakub Jałowiczor

Artykuł ukazał się w tygodniku „Gość Niedzielny” nr 18/2018. Udostępniamy go za uprzejmą zgodą redakcji.

Zostań współwydawcą Teologii Politycznej. Przekaż darowiznę.

Wpłać darowiznę
50 zł
Wpłać darowiznę
100 zł
Wpłać darowiznę
200 zł
Wpłać darowiznę

Zobacz również

Autorzy
Teologii Politycznej

Sprawdź autorów Teologii Politycznej i zapoznaj się z ich artykułami.

Newsletter

Jeśli chcesz otrzymywać informacje o nowościach, aktualnych promocjach
oraz inne istotne wiadomości z życia Teologii Politycznej - dodaj swój adres e-mail.