O tym, jak zbrodniarz podniósł rękę na świętego

d705181552

8 maja Kościół katolicki obchodzi uroczystość św. Stanisława Biskupa i Męczennika, patrona Polski. Z tej okazji zapraszamy do lektury fragmentu „Kroniki polskiej” Mistrza Wincentego Kadłubka, opisującego dramatyczny konflikt dostojnika Kościoła z królem Bolesławem Szczodrym.

Przytoczony niżej tekst stanowi kamień milowy w historiograficznym postrzeganiu postaci św. Stanisława. To Kadłubek jako pierwszy używa w odniesieniu do krakowskiego biskupa określeń „męczennik” oraz „święty”, wyprzedzając właściwą kanonizację o blisko pół wieku. Również król Bolesław Szczodry właśnie w „Kronice polskiej” po raz pierwszy staje się „zbrodniarzem” i „świętokradcą”. Można więc powiedzieć, że cała tradycja hagiograficzna dotycząca postaci św. Stanisława swój początek bierze z dzieła Mistrza Wincentego. Co więcej, jako literacki inicjator kultu nowego świętego, Kadłubek miał swój udział w kształtowaniu się jednego z ważniejszych ideologicznie czynników zjednoczeniowych podzielonego państwa. Polska dzielnicowa miała zjednoczyć się na podobieństwo rozszarpanego ciała Biskupa, które, mimo zadanych mu ran, odnaleziono nietknięte na posadzce kościoła św. Michała na Skałce. Opisane przez Kadłubka wydarzenia miały ponadto ogromny wpływ na polskie imaginarium pamięci historycznej oraz na historiozoficzne pojmowanie relacji władzy świeckiej i kościelnej, regnum i sacerdotum, które najpełniejszy wyraz znalazło, niemal trzy wieki później, w „Rocznikach” Jana Długosza.

Publikowany przez nas fragment poprzedza opis genezy konfliktu króla ze św. Stanisławem. Jest on zdawkowy i niejasny, bo to nie on zdawał się dziejopisowi najistotniejszy. Niewątpliwie jednak między władcą a poddanymi doszło do jakiegoś poważnego sporu, w którym biskup krakowski stanął po stronie adwersarzy Bolesława. Swoją decyzję przypłacił życiem.

Mistrz Wincenty Kadłubek
Kronika polska II, 20

 „(…) A gdy prześwięty biskup krakowski Stanisław nie mógł odwieźć go [króla Bolesława Szczodrego] od tego okrucieństwa [wobec poddanych], najpierw grozi mu zagładą królestwa, wreszcie wyciąga ku niemu miecz klątwy. Atoli on, jak był zwrócony w stronę nieprawości, w dziksze popada szaleństwo, bo pogięte drzewa łatwiej złamać można niż naprostować. Rozkazuje więc przy ołtarzu, pośród infuł, nie okazując uszanowania ani dla stanu, ani dla miejsca, ani dla chwili – porwać biskupa! Ilekroć okrutni służalcy próbują rzucić się na niego, tylekroć skruszeni, tylekroć na ziemię powaleni łagodnieją. Wszak tyran, lżąc ich z wielkim oburzeniem, sam podnosi świętokradzkie ręce, sam odrywa oblubieńca od łona oblubienicy, pasterza od owczarni. Sam zabija ojca w objęciach córki i syna w matki wnętrznościach. O żałosne, najżałobniejsze śmiertelne widowisko! Świętego bezbożnik, miłosiernego zbrodniarz, biskupa niewinnego najokrutniejszy świętokradca rozszarpuje, poszczególne członki na najdrobniejsze cząstki rozsiekuje, jak gdyby miały ponieść karę [nawet i] poszczególne cząstki członków. A ja ze zdumienia i z jakowegoś przerażenia całkiem zdrętwiałem, tak iż ledwie pojąć, a cóż dopiero językiem, cóż dopiero piórem wyrazić zdołam, jakże wyrazić potrafię cudowne dzieła na tym świętym przez Zbawiciela zdziałane! Wśród opowiadania bowiem zawodzi rozum, zrozumieniu nie dopisuje mowa, a słowa nie wyjaśniają rzeczy zgodnie z tym, co zaszło. Albowiem ujrzano, że z czterech stron świata nadleciały cztery orły, które krążąc dosyć wysoko nad miejscem kaźni odpędzały sępy i inne krwiożercze ptaki, żeby nie tknęły męczennika. Ze czcią go strzegąc, czuwały nieprzerwanie dniem i nocą. Mamże to nocą nazwać czy dniem? Dniem raczej nazwałbym niż nocą, to jest bowiem druga noc, o której napisano: „A noc jak dzień będzie oświetlona”. Tyle bowiem boskich świateł przedziwnej światłości rozbłysło w poszczególnych miejscach, ile rozrzuconych było cząstek świętego ciała, tak iż niebo samo jakby zazdrościło ziemi jej ozdoby, jej chwały, ziemi gwiazd jakichś światłością zdobnej i jakimiś – myślałbyś – słońca promieniami. Niektórzy zaś z ojców, ożywieni radością z powodu tego cudu i gorliwą pobożnością zapaleni, pragną usilnie pozbierać rozrzucone cząstki członków. Przystępują krok za krokiem, znajdują ciało nie uszkodzone, nawet bez śladu blizn! Podnoszą je i zabierają, drogocennymi wonnościami namaszczone chowają w bazylice mniejszej Świętego Michała. Aż do dnia przeniesienia, którego przyczynę dobrze znasz, nie ustąpił stamtąd silny blask wspomnianych świateł!”

Tłumaczyła Brygida Kürbis

Wstępem opatrzył Bartosz Krzymiński

Los Teologii Politycznej w Twoich rękach

Wpłać darowiznę
50 zł
Wpłać darowiznę
100 zł
Wpłać darowiznę
200 zł
Wpłać darowiznę

Newsletter

Jeśli chcesz otrzymywać informacje o nowościach, aktualnych promocjach
oraz inne istotne wiadomości z życia Teologii Politycznej - dodaj swój adres e-mail.