Słusznie poniekąd jeden z tłumaczy przygód barona Münchhausena na język polski stawia go w szeregu błędnych rycerzy. Gdy zdawać by się mogło, że bogaty szlak literackiego błądzenia zostanie upchnięty w gorset racjonalizmu i narzucanych przez logikę granic, z tumultem przeparadowała jego środkiem połówka konia z hanowerskim szlachcicem na grzbiecie – pisze Jan Skoumal w „Teologii Politycznej Co Tydzień”: „Cervantes. Rzeczywistość nieuczesana".
„(…) historie udawane tyle mają dobrego i przyjemnego, na ile zbliżają się do prawdy albo do jej obrazu, prawdziwe zaś o tyle są lepsze, o ile są bardziej prawdziwe”.
Miguel de Cervantes, Przemyślny rycerz don Kichot z Manczy. Część II
„Zacni panowie, zważcie rację, iż ludzie światli czczą narrację!”
Gottfried August Bürger, Przygody barona Münchhausena (motto)
Wejść w dialog z rzeczywistością oznacza stanąć przed przytłaczającym wyborem spośród dwóch postaw: przemyślnego don Kichota z jednej lub barona Münchhausena z drugiej strony. Dążenie do prawdy należy bowiem do wyzwań najtrudniejszego rodzaju – oczywistość ta tyczy się także literatury, według Milana Kundery wiecznie poszukującej odpowiedzi – którego bez wahania podejmują się obaj błędni rycerze. Pierwszy, obalając średniowieczny świat jednej prawdy, drugi rzucając wyzwanie zatraconemu w jej badaniu oświeceniu. My z kolei odpowiedzieć musimy sobie nie tylko na pytanie, ile jest w nas z Sancho Pansy, a ile ze słuchaczy zgromadzonych nad opróżnianą przez barona butelką. Równie istotne jest, czy znajdziemy w sobie coś z przyjaciół szlachcica z Manczy, gotowych przystroić się w lusterka by zwabić go bezpiecznie do domu, a także z marynarzy niedowierzających opowieściom barona, którzy wyłowili go z wody po jego locie przez środek kuli ziemskiej z głębi Etny ku Morzu Południowemu.
„Chcę jednak, żebyś wiedział, że wszystkie te rzeczy, które robię, nie są udawane, lecz jak najprawdziwsze” – tymi słowami zwrócił się do swego giermka don Kichot, choć mogłyby równie dobrze paść z ust barona Münchhausena. Powołany do życia przez Miguela de Cervantesa błędny rycerz narodził się, by w wieku żelaza wskrzesić wiek złota. Wyjeżdżając bramą ku polom Manczy wszedł w dialog z prawdą o otaczającym nas świecie, z początku wybitnie skupionym na uciszaniu stawianych przez rycerza pytań. Czyż skrzydła wiatraków nie są ramionami olbrzymów, sterczącymi w niebo śmiejąc się szyderczo (jak śpiewał Wojciech Młynarski)? Czyż gospoda nie jest zamkiem, a młyny folusznicze najtrwożliwszym z wrogów? Czyż zadającego te pytania nie prześladują niecni czarownicy, złoty hełm obracający w miskę, a moją panią Cudenię vel Dulcyneę w brudną chłopkę? Nie ma nic prawdziwszego niż gąszcz pytajników, przez który dzielnie przedziera się uzbrojony w kopię szlachcic. Wskrzesza on nowy złoty wiek, choć niekoniecznie taki, jakiego sam mógł pragnąć – wiek ludzi zadających pytania, niepewnych, przeświadczonych za don Kichotem, że „Bóg jeden wie, czy jest Cudenia w świecie, czy też nie”, a za Sanczem – że najpewniej „Bóg zna całą prawdę”. Kopytami Chabettona vel Rosynanta przetarty zostaje szlak przed niezliczonymi błędnymi dociekliwcami, jakimi utkana jest literatura i jakich korowód porzuca średniowieczne rygory, obrawszy kurs przez renesansowe stepy ku skrytemu za horyzontem wiekowi rozumu.
Słusznie poniekąd jeden z tłumaczy przygód barona Münchhausena na język polski stawia go w szeregu błędnych rycerzy. Gdy zdawać by się mogło, że bogaty szlak literackiego błądzenia zostanie upchnięty w gorset racjonalizmu i narzucanych przez logikę granic, z tumultem przeparadowała jego środkiem połówka konia z hanowerskim szlachcicem na grzbiecie. Obdarzony talentem bajarza Hieronim Karl Fryderyk von Münchhausen (1720–1797) z wojny rosyjsko-tureckiej przywiózł do rodzinnego majątku moc inspiracji, z którymi – z hukiem dosiadanej kuli armatniej – wparował do głów spragnionych fantazji Europejczyków. Wśród nich znalazł się Rudolf Erich Raspe, pisarz i kustosz zbiorów sztuki, powierzonych mu przez Fryderyka II Heskiego. Czy opiekując się cennymi numizmatami landgrafa w Kassel, Raspe miał okazję odwiedzić położone w sąsiednim księstwie hanowerskim Bodenwerder? Czy po udanym polowaniu zasiadł za stołem w majątku charyzmatycznego barona, by wysłuchać niesamowitych opowieści o wyciągnięciu się z bagna za włosy i ustrzeleniu jelenia z owocowym krzewem między porożami? Czy spotkanie z Münchhausenem zainspirowało go do wydania – po zdefraudowaniu powierzonych mu monet i ucieczce za granicę – pierwszego zwartego zbioru Barona Munchausena Opowieści o jego Cudownych Podróżach i Kampaniach w Rosji (Londyn, 1785)? Pytania te zadają sobie historycy literatury, stawiać je mógłby także sam don Kichot, oburzony fałszywą drugą częścią swoich przygód autorstwa niejakiego Avellanedy. Faktem jest bowiem, że przed Raspem niemieckie pisemko o dźwięcznym tytule Vademecum dla wesołych ludzi jako pierwsze zebrało na piśmie Opowieści M-h-s-na, podejrzanie podobne do londyńskiej publikacji niemieckiego pisarza. Po Raspem do gry wszedł zaś Gottfried August Bürger, który przywrócił barona językowi niemieckiemu i przypisał mu szereg nowych przygód (czego uczynić nie omieszkał także sam Raspe), z najsłynniejszym lotem na kuli armatniej włącznie.
Podczas gdy Cervantes i don Kichot strzegą prawdy o przygodach najsłynniejszego błędnego rycerza, autorowi fałszywej drugiej części zarzucając, że „błądzi i odchodzi od prawdy”, przygody barona Münchhausena mają wielu ojców, ojczymów i epigonów, dopisujących coraz to nowsze opowieści. I choć bürgerowski baron nazywa taki proceder „obrazą dla prawdy”, nie sposób nie dostrzec w jego oku błysku zachęty do bajania, zauważonego choćby przez jednego ze słuchaczy, który podjął wątek opowieści. Oczywiście, obaj bohaterowie na końcu próbowali wyprzeć się wszystkiego: szlachcic z Manczy odzyskał jasność umysłu na łożu śmierci, a hanowerski baron (ten prawdziwy) oburzył się na wieść, że po Europie krążą sygnowane jego nazwiskiem brednie. Dialog z prawdą został już jednak wszczęty przez pierwszego, a podjęty przez drugiego – i trwa po dziś dzień, choćby inspirując jednego z największych błędnych rycerzy kinematografii. Terry Gilliam, reżyser i współtwórca grupy Monty Python, uważał, że „ci dłudzy, wychudzeni marzyciele to dwie strony medalu, zaś różnica między nimi polega na tym, że Munchausen jest kłamcą, a Don Kichot wierzy”. Zadał sobie jednocześnie pytanie: co, gdyby baron był zmęczonym życiem, honorowym prawdomówcą, a rycerz z Manczy został wpędzony w szaleństwo nie przez księgi, a z winy filmu? Powołał przy tym do życia absolutnie najwybitniejsze obrazy obu bohaterów: Przygody barona Munchausena (1988) i Człowieka, który zabił Don Kichota (2018). Swada między człowiekiem a prawdą nie tylko trwa więc w najlepsze, ale dzięki spadkobiercom XVI-wiecznych donkiszoterii rozlewa się na nowe obszary.
„Jak oni nie mają być wariatami, skoro normalni kanonizują ich szaleństwa” – czy ma większe znaczenie, którego bohatera dotyczyły te słowa, skoro do obu pasują tak doskonale? Owi „normalni” to w przypadku barona jego słuchacze, a w otoczeniu don Kichota – wszyscy, którzy aktywnie włączyli się w tkanie jego przygód z materii znanej z rycerskich ksiąg. W drugiej części przygód rycerza i jego giermka mamy bowiem do czynienia ze zbliżeniem światów: bakałarz, para książęca czy mieszkańcy „wyspy” Sancza, tłumacząc to sobie na różne sposoby, stają się aktorami wielkiej kłótni don Kichota z rzeczywistością, kruszenia kopii z prawdą, dzięki czemu sam rycerz nie musi roić sobie praktycznie żadnych nowych przygód. Analogicznie, także nam wydaje się, że wchodzimy w jego świat na własnych zasadach, tak jak niedowierzający Münchhausenowi marynarze – kończymy jednak wpuszczając szaleństwo fantazji na pokłady naszych statków, by dobić do płynących mlekiem i winem wysp serowych. Od setek lat oczarowani donkiszoteriami ruszamy na turystyczne münchhauseniady do słynnego regionu Hiszpanii, w którym co druga wioska uzurpuje sobie prawo do rycerza i jego giermka, a ulice Toboso usiane są tablicami cytującymi powieść Cervantesa. Zagubieni w Manczy łakniemy dialogu z prawdą, gotowi wskoczyć na osła lub zasiąść przy stole wraz ze słuchaczami barona. I tylko od zadanych przez nas pytań zależy, jaką prawdę dla siebie odkryjemy.
Jan Skoumal
Bibliografia:
Miguel de Cervantes Saavedra, Przemyślny szlachcic Don Kichot z Manczy, tłum. Wojciech Charchalis, Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2020.
Miguel de Cervantes Saavedra, Przemyślny rycerz Don Kichot z Manczy. Część II, tłum. Wojciech Charchalis, Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2019.
Gottfried August Bürger, Przygody barona Münchhausena, tłum. Marcin Januszkiewicz, Wydawnictwo Vesper, Poznań 2011.
Terry Gilliam, Gilliamesque. Przedśmiertna autobiografia, tłum. Adam Czarniecki, Wydawnictwo Planeta, Słupsk 2018.
M–h–s–nsche Geschichten [w:] Vade Mecum für lustige Leute, 8-9 Teil, wyd. August Mylius, Berlin 1781-1783.
Rudolf Erich Raspe, Baron Munchausens Narrative of his Marvellous Travels and Campaigns in Russia, Londyn 1785.
Jeśli chcesz żywej, niezależnej politycznie myśli o Polsce, Europie i świecie, jeśli ciekawią Cię następne numery Teologii Politycznej Co Tydzień, jeśli czekasz na nasze książki, seminaria, dyskusje i kolejne artykuły na naszej stronie, wesprzyj nas stałą wpłatą. Dołącz do grona Mecenasów Teologii Politycznej. To dla nas bardzo ważne. Jesteśmy niezależnym środowiskiem intelektualnym. Istniejemy i rozwijamy się dzięki hojności naszych przyjaciół. Zapraszamy!
Dołącz już dziś i WSPIERAJ TEOLOGIĘ POLITYCZNĄ!
