Do poprawnego działania strony wymagana jest włączona obsługa JavaScript

Daniel Wardziński: Z Fra Mauro i Rembrandtem w labiryncie postpamięci. Na marginesie „Mapy” Barbary Sadurskiej

Daniel Wardziński: Z Fra Mauro i Rembrandtem w labiryncie postpamięci. Na marginesie „Mapy” Barbary Sadurskiej

Trauma historycznych doświadczeń XX wieku sprawiła, że pamięć stała się tematem dominującym w polskiej kulturze. Nawet twórczość próbująca uciekać od martyrologii i tak wracała do niej metaforą, obrazem czy emocją. Wydawałoby się, że upływ czasu powinien sprzyjać innym, zdrowszym pędom na zieleniących się gruzowiskach – pisze Daniel Wardziński w „Teologii Politycznej Co Tydzień”: „Rembrandt. W świetle łaski”.

W kolejnych pokoleniach pamięć wciąż jest tematem dominującym i wszechobecnym. Na różne sposoby zajmowali się nią Olga Tokarczuk, Wiesław Myśliwski, Jarosław Marek Rymkiewicz, Szczepan Twardoch… Ciężko pośród wielkich nazwisk polskiej literatury, jakkolwiek rozumiemy tę wielkość, znaleźć kogoś, kto nie rozdrapałby choć jednej starej rany. Zjawisko to jest tak powszechne, nie tylko zresztą w Polsce, że momentami nasuwa wręcz pytanie czy przypadkiem refleksja nad przeszłością nie jest immanentną cechą literatury jako takiej. Wydaje się (czyżby?), że byłoby to tylko złudzenie spowodowane zbyt długim patrzeniem przez ten sam pryzmat.

Czym jest postpamięć?

Zyskujący na popularności termin postpamięć do współczesnej humanistyki w 1992 roku wprowadziła Marianne Hirsch, profesor literatury angielskiej i komparatystyki z Uniwersytetu Columbia. W pewnym skrócie i uproszczeniu można powiedzieć, że jest to pamięć dziedziczona w kolejnych pokoleniach, przez potomków ofiar prawdziwych krzywd. Hirsch w książce „Pokolenie postpamięci” pisała: „Nie ulega wątpliwości, że dzieci rodziców bezpośrednio dotkniętych zbiorową traumą odziedziczyły straszliwą, nieznaną i niepoznawalną przeszłość, której ich rodzice mieli nie przeżyć”. „Mapa” Barbary Sadurskiej często odczytywana jest właśnie w tym kluczu.

Którędy do piekła?

Książka od premiery w 2019 roku doczekała się kilku nagród (m.in. Nagrody Literackiej im. Witolda Gombrowicza) i wielu pochlebnych recenzji. Struktura powieści jest oparta o popularny zabieg tzw. narracji wieloczasowej (multiple timeline narrative), która splata historie toczące się w różnych okresach historycznych. Autorka w jednym z wywiadów wspominała, że pierwotnie powstało kilka opowiadań, które z czasem przekuła w powieść. Lektura „Mapy” rzeczywiście ma w sobie coś z próby rekonstrukcji, na dodatek z silnym poczuciem, że linia narracyjna prowadzona jest tak, by świadomie mylić tropy. Raz z weneckim kartografem Fra Mauro i jego tajemniczym partnerem Andreasem Bianco zaglądamy do knajpy u Hirscha (a jakże!), za chwilę z nieletnim Adrianem Adlerem do pracowni ojca, w której ten przechowuje swoją niezwykłą kolekcję map oraz akwafortę Rembrandta, by kilka stron dalej z tym samym Adrianem, księciem kościoła, klęknąć przy łóżku w szpitalu w Bydgoszczy. Nie zdradzając czego tam szukał, choć i tak niewiele by to pomogło w rozwiązaniu zagadki, zacytujmy jego słowa, które wydają się być szczególnie znaczące dla całej opowieści „Rozkodowuję znaki historii. Historii choroby”.

Przeczytaj również: Prorocy Rembrandta

Sam Rembrandt również jest bohaterem obszernej części tekstu. Spotykamy go, gdy przyjmuje do pracy nową służącą, która pod pachą ma jedyną rzecz odziedziczoną po ojcu – dziwną tubę wyściełaną atłasem, a w niej tajemniczą mapę, która inspiruje niderlandzkiego malarza do stworzenia dzieła… Oczywiście tego samego, które wisiało w pokoju ojca Adriana Adlera. Ten bagaż nie wróży niczego dobrego – i rzeczywiście, tajemniczy Andreas, gdy zobaczy fragment mapy na akwaforcie Rembrandta, rzuci do leżącego na podłodze, sponiewieranego artysty: „Jeśli kłamiesz, nie ma takiego nieszczęścia, które cię ominie”. Słowa dotrzymuje.

Andreas? Czy to ten sam Andreas? A parobek imieniem Ondre? Witamy w labiryncie w którym gubimy się co chwilę, a nić Ariadny zastępują nam dziwne postaci przypominające kruki, wyściełana atłasem tuba z bezcennym pergaminem oraz pamiątkowy medal z profilem Fra Mauro i napisem cosmographus incomparabilis. Różnica polega na tym, że nic nie wskazuje, aby ta nić miała wyprowadzać nas z labiryntu. Przeciwnie – prowadzi nas do piekła, którego przedsionek został ponoć oznaczony na tytułowej mapie. Ten piekielny trop w kłębowisku niejasnych wątków autorka sygnalizuje nam bardzo wyraźnie. Po średniowiecznych traktach, weneckich nadbrzeżach, korytarzach zapomnianych grobowców, szpitali psychiatrycznych, esbeckich katowni – wszyscy bohaterowie zmierzają w jedną i tę samą stronę.

Praca nad pamięcią

Zgadzam się, że „Mapa” to bardzo udany debiut. To powieść autorki o wielkim talencie, nieprzeciętnych zdolnościach stylistycznych, które pozwalają jej tworzyć własny, oszczędny i sugestywny język powieści. To książka wciągająca i angażująca czytelnika, bogata erudycyjnie i wielowątkowa. Czy to typowa literatura postpamięci? Książka przejawia kilka z jej charakterystycznych cech z najważniejszą na czele – bohaterowie doświadczają tu „nieswoich” wspomnień, choć genealogia tych reminiscencji jest znacznie, znacznie dłuższa i dotyczy nie tyle dziedziczenia traum, a bardziej kolejnych reinkarnacji zła. U Hirsch trauma przechodzi z rodziców na dzieci, a u ważnych przedstawicieli nurtu czasem także na wnuków. U Sadurskiej pamięć nie ma już charakteru rodzinnego lecz bardziej metafizyczny. Przypomina klątwę, która rzucona wieki temu, jak niszczycielskie kostki domina spada w kolejne okresy, okrutna i niemożliwa do powstrzymania. Pamięć nie prowadzi do prawdy, zrozumienia, a jedynie uzasadnia i ponawia działanie zła.

Gdzie jest jego źródło? Trudno to jednoznacznie ustalić. Wątek chciwości i rywalizacji władców marzących o podboju zamorskich królestw jest jedynie wzmiankowany, a na główny czarny charakter wyrastają duchowni, zakonnicy i papieże. O co jednak walczą? Czego strzegą? Może właśnie wejścia do piekła? Zło wydaje się być ich cechą wrodzoną, ale ciężko dopatrzeć się jej jasnego uzasadnienia wynikającego z fabuły. W „Mapie” mamy pierwszy, ale nieostatni w dorobku autorki popis brutalnego naturalizmu (skórowanie ciał afrykańskich niewolników dla papieskiego kaprysu), a nawet skatologii (drobiazgowy opis lewatywy umierającego zakonnika), których motywacje fabularne pozostają tajemnicą.

Antyklerykalne uprzedzenie nie jest zaskakujące u współczesnej autorki. Rozczarowuje natomiast to, że nie ma tutaj żadnego drugiego bieguna. Świat powieści jest potwornym miejscem, a bohaterowie to niemal wyłącznie oprawcy i ofiary. Tylko część ofiar ma to szczęście, by stać się kolejnymi oprawcami. Mamy biskupów skrytobójców, nieślubne dzieci zakonników szkolone na sprawnych rzeźników i maniaków gotowych zniszczyć całe miasto z zemsty i frustracji. Mamy doprawdy wszystko oprócz jakiegokolwiek cienia nadziei. Po długim namyśle wskazać można jedną pozytywną postać – właściciela antykwariatu, który oferuje ratunek żydowskiej kobiecie. Może ten pojedynczy i odosobniony w strukturze powieści przypadek również ma być symboliczny? Może trzecie pokolenie po II Wojnie Światowej, które reprezentuje Barabara Sadurska nadal nie ma innej odpowiedzi na traumatyczne doświadczenia, niż zwątpienie w istnienie dobra? A skoro tak to o jakim „przepracowaniu” rodzinnych i narodowych historii mówimy? Jaką funkcję w kulturze ma odegrać literatura, która bierze sobie pamięć za temat? Jeśli jest odpowiedzią na głęboko zaszyte w naszej świadomości potrzeby, to czy są to bardziej potrzeby terapeutyczne czy masochistyczne?

Mimo wszystko twierdzę, że to dobra książka, która sporo od nas wymaga, ale też sporo oddaje. Myślę, że w rwącym nurcie literatury skupionej na sprawach pamięci, jest pozycją wyróżniającą się pomysłem, konstrukcją i stylem. Mam jednak nadzieję, że ten niekończący się trend przyglądania się przeszłości kiedyś zacznie przynosić odrobinę mniej cierpkie owoce, a podążanie za nitkami w labiryncie postpamięci z czasem doprowadzi do przebłysków światła i powiewu trochę świeższego powietrza.

Daniel Wardziński

Ilustracja: Rembrandt, Autoportret z dwoma kołami (ok. 1665-1669), Kenwood House // Wikimedia Commons.

 

 logo MKiDN 2

 Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury


Jeśli chcesz żywej, niezależnej politycznie myśli o Polsce, Europie i świecie, jeśli ciekawią Cię następne numery Teologii Politycznej Co Tydzień, jeśli czekasz na nasze książki, seminaria, dyskusje i kolejne artykuły na naszej stronie, wesprzyj nas stałą wpłatą. Dołącz do grona Mecenasów Teologii Politycznej. To dla nas bardzo ważne. Jesteśmy niezależnym środowiskiem intelektualnym. Istniejemy i rozwijamy się dzięki hojności naszych przyjaciół. Zapraszamy!

Dołącz już dziś i WSPIERAJ TEOLOGIĘ POLITYCZNĄ!

Wpłać darowiznę
100 zł
Wpłać darowiznę
500 zł
Wpłać darowiznę
1000 zł
Wpłać darowiznę

Newsletter

Jeśli chcesz otrzymywać informacje o nowościach, aktualnych promocjach
oraz inne istotne wiadomości z życia Teologii Politycznej - dodaj swój adres e-mail.